niedziela, 27 sierpnia 2017

odtrącony


stary księżyc
zwisa zdesperowany
z nagich drzew
placów
skostniałych na kamień

domaga się piersi nocy
by mógł karmić naszą obecność
szronem nieba

maluje sine usta
które nie czczą
źródła

łona matek
wypluwają obojętnie kostki
lodu









© Wihtkacy Zaborniak



wtorek, 9 maja 2017

nie boli nie



kto krzyczał że agape
przybija czas w pamięci
jest aktem bez końca
i początku rzeczy
teraźniejszych i przyszłych
w ich wysokości i głębokości
niepodzielna

narkotyk życia
światło

i jeszcze
nienawiść

bezsenna śmierć rzeczy
prawd i kłamstw języków
ludzi i aniołów

miecz
zdolny rozeznać myśli
i zamiary serca

bez niej nic
nikt i nikogo

miłość









© Wihtkacy Zaborniak



sobota, 29 kwietnia 2017

rozgrzane żelazo




zima przyszła bez jesieni
bez chryzantemy

mój grób
nie chce westchnień  kwiatów 
ciekłych pożarów nienasyconego lata
upominającego się

o czystą kartkę białego papieru

dwa arkusze białego papieru 
trzy zniecierpliwione arkusze
białego papieru 
w wewnętrznej kiszeni marynarki


intrygujący testament
oczekuje na słowa
które go  nażyźnią
wzbudzając  pragnienie życia
pod skórą

nie mogę stać się
milczącym atramentem









© Wihtkacy Zaborniak



wtorek, 4 kwietnia 2017

najtrudniejsze są rozstania

                           
                                     Annie O.


czas zejść z barykad bracie
przestać bronić zacięcie
fanaberii złudzeń
zagrzewających do ataku
euforii

są niczym
mokre drewka
nie rozpalą płomienia walki

czas uchwycić się mocno
rękojmi życia
nie ujrzysz bijąc pięściami
na oślep  powietrze 
zachłannie
w płuca złapać

czas zejść z barykad bracie
przystąpić do ataku
odzyskać wyrwane kawałki
puzzli
poskładać w sobie

w obraz
niepokonanych









© Wihtkacy Zaborniak



sobota, 17 grudnia 2016

psalm śmiertelnie ważny


spowiadam się Bogu
wyznaje winy
po stokroć większe od innych
bo nie podzieliłem się z ludźmi
słowem
głodnych nie ustrzegłem
od kradzieży w piekarni na rogu
nie pozdrowiłem

bądź pochwalony człowieku
który w niewiedzy swojej
obciążasz sumienie w beznadziei
na światło 

zbyt szybko opuszczałem
zmęczone powieki
na ostre widzenie
głupoty

winny jestem

nienawiści pożerającej ogień agape
bo nie zamordowałem zdrajcy
który mieszka we mnie
pozwoliłem deptać
na skraju łąki żółte kaczeńce
kiedy szlochały

nie zamykałem ust
wdowom
bluźniły przeciwko tobie


moja bardzo wielka wina









© Wihtkacy Zaborniak



sobota, 9 lipca 2016

Chiaroscuro w nowym wcieleniu - wersja dżwiękowa













Withkacy Zaborniak
POLECA -
30 wierszy w wyborze i mistrzowskiej interpretacji  Stacha Ożóga. - (fragment).
(Do nabycia u autora).

środa, 4 maja 2016

akeda


pomiędzy pniem a siekierą
usiądźmy w milczeniu              
i zapomnijmy o naszych rolach
sędziego i sądzonego

w niewypowiedzianych słowach
miłość jest aktem
bez końca i początku

nie boli  nie
nie zna granic

a na koniec nauczysz mnie
liczyć
do siedemdziesięciu siedmiu 
razy 
przez łzy wzruszenia

budzi się świt









© Wihtkacy Zaborniak



poniedziałek, 1 lutego 2016

Razem istnieją – czerwień i czerń.



Chiaroscuro Withkacego, to pejzaż jasny i ciemny, a także pełen światła i cieni. Celowo rozróżniam kolory od światła. Światłocienie obserwuję, kiedy słońce łaskawie, ale też i zachłannie pieści przedmioty, ludzi, rośliny, rozłożenie świateł i cieni. Jasny i ciemny zaś kojarzy mi się, z całą paletą szarości. Tyle też powiedziałabym o wierszach Witka, gdzie cień pada na tę, która winna być czułością. To też lustro, w którym on mężczyzna chce się przejrzeć i zobaczyć siebie. Jak to zrobić obiektywnie, jak namalować swój obraz, jakimi słowami, kiedy lustro pełne jest czerni? Mężczyzna prosi o zatrzymanie w pamięci samych dobrych chwil, pożądanych cech. Trochę jak wspomnienia     z wakacji, kiedy dla siebie zabieramy tylko te najlepsze. Każdy   z nas chciałby w pamięci innych pozostać, jako człowiek pełen gorących uczuć, sprawca wyjątkowych chwil, jako ten, który przełamuje czerń, poszukuje siebie, odwołując się do podstawowych uczuć. To również moment, kiedy ludzie do tej pory bliscy stają się obcy. Withkacy pisze, że czas przestać trzymać się kurczowo dramatów. Już pora afirmować życie! Zostawić stare złudzenia, które pozwalały chodzić na skróty. A wszystko to dzieje się       w drodze, kiedy mężczyzna rozkłada szeroko ramiona obciążony nadmiarem czerwieni. Taka jest poezja Withkacego. Wypełniona dwoma kolorami: czerwienią i czernią. Czerwień to pożar, to krew. Nie przechodzi ona w czerń i cień. Te barwy współistnieją.        Z pewnością warto sięgnąć po utwory z Chiaroscuro, przejrzeć się    w nich jak w lustrze i z uwagą obserwować, jak rozkładają się cienie.
                                                                       
                                  
                                   Marzena Przekwas-Siemiątkowska








czwartek, 7 stycznia 2016

powstań





na cmentarzu wciąż przybywa
młodych ciętych
kwiatów
zdanych na bezradność
w swym uporze
wkorzenienia się
w życie

prężne pną ciała
by w końcu zwiędnąć
wtulając głowy w sen
śmierci

bez gwarancji na święty spokój
aż do dnia
kiedy zaczniesz wybudzać
ducha
ujmującego się za nami

bo o co modlić się mamy
nie wiemy
jak
wyciszyć
nienasycone dźwięków

dzwony









© Wihtkacy Zaborniak



sobota, 21 listopada 2015

chiaroscuro



z czułością
natężenia światła zatrzymaj kadr
jakiego nie musiałbym się wstydzić
światłocieni pomiędzy którymi ukryłem
szpetotę odbicia na twój obraz
i podobieństwo

coraz częściej odbiega od harmonii barw
nie pozwalając stworzyć jednorodnej kompozycji

a przecież to miało być takie proste
wystarczyło wchłonąć całą gamę
kolorów jak ziemia stęskniona wody
w trosce o plon stać się
światłoczułym złamać opór czerni


podążać











© Wihtkacy Zaborniak



poniedziałek, 19 października 2015

Zaprszam serdecznie do refleksji.

  
                                                            





Do nabycia w _ Wydawnictwo Duży Format lub u Autora

withkacy@gmail.com





środa, 9 września 2015

sen na jawie


uśpij we mnie rozpamiętywanie
głuchych wołań o przywrócenie
tego co poronione
mam dość niemocy w członkach
martwych płodów

nikt nie opłakuje
nagiego drzewa genealogicznego

to niedorzeczne jedynie zakładać
wydając na świat z góry przeklęte









© Wihtkacy Zaborniak



czwartek, 23 kwietnia 2015

Kyrie eleison



codziennie sprawdzam pocztę
czy aby nie czas
stawić się na rozprawę sądową
nigdy wystarczająco gotowy
na odparcie zarzutów
wierzę w ułaskawienie
za kaucją

a ty nie odpisujesz przyjacielu
jak to jest
po drugiej stronie rzeki
czy tak samo
biorą ryby drzwi zamykają zamki
okna kraty czy biją na alarm
kielichy tulipanów

kto wie
od ilu jeszcze wyroków
śmierci uchroniła cię cienka warstwa
ziemi

jakby zachodziła konieczność
na jeden wieczór ułożyłeś się senny
bez śpiwora

wciąż nie wracasz

słowem pocieszyć tych małej wiary
odcięto języki

ciężko będzie nam smakować
z winnej latorośli







© Wihtkacy Zaborniak




czwartek, 5 marca 2015

bez rokowań



przeklinam cię
gwiazdo bez ustalonego toru
prowadząca okręty śmiałków
w samo serce
poszarpanej skały
oceanu

rozhukane bałwany
pędzą
przekleństwa osieroconych
rozbitków
ścigając się z nieujarzmionym
żywiołem obłędu   

ilu jeszcze 
zdołasz zatopić w nim
małej wiary - ojcze sierot
wciąż nienasycony jak szeol

wyrzucasz na brzeg wodorosty
i  muł obietnic

wyjałowiona studnio
wypadająca z orbity


przeklinam cię









© Wihtkacy Zaborniak



niedziela, 8 lutego 2015

o nowej ziemi


piszę do ciebie kolejny list
bez odpowiedzi

miłość

nie prowadzi za rękę
rozrachunku krzywdy
nie daje się rozdrażnić
oczekując jedynie

puchnie skrzynka  
skazana na obojętność
ewangelia
wciąż płonie na stosie

gniją nadzieje
w człowieka









© Wihtkacy Zaborniak



piątek, 2 stycznia 2015

kamienica

Małgorzacie Kohler






Nie wiem,  nie mam,  nie jestem, nie poznałem.
ten rok już nie ma sensu.


ten wiersz powinien być pierwszym napisanym
wierszem poety - żywymi słowami
stały się  zmęczone frazy już bez znaczenia
ciągle na granicy świadomości brak poręczy
w skrzypiących  kościach mniej towarzystwa mają
drewniane schody prowadzące do wyjścia 

ani bliżej ani dalej do śmierci
jest na wyciągnięcie ręki ciemność  korytarza
nie ułatwia drogi mrugająca stara lampa
znużona światłem jakby biła się w piersi

moja wina moja bardzo wielka wina
że poddaję się
myślom o rozważaniu  ciemności
zapadającej na ostry stan ogłupienia

a przecież wciąż kocham nasz zielony pokój 
i ciebie  rozbawioną życiem na poddaszu kamienicy
boję się nadchodzących mrozów i nagości ziemi

Boże
mój wiersz dogasa 
wszyscy tak łatwo gaśniemy










© Wihtkacy Zaborniak



poniedziałek, 1 grudnia 2014

ostatni list






przecież wiesz, że miłości  
tej prostej, która żyje nadzieją 
nie zadowoli ucieczka 
w ogłupienie. czasem marzenia 
o odbudowie domu są fikcją.

czemu służyła mantra,
skoro tylko jedno z nas wierzyło 
w przepowiednie? oddałbym wszystko 
w zamian za amnezję. nieproszona pamięć, 
jest niczym twoje odejście.

w pokojach głucho, umarły wszystkie widoki 
na jutro. każdy kąt zapowiada zmowę z tobą 
skazuje mnie 
na banicję. co mogę powiedzieć, 
żeby nie było 

absurdem? obwiniać erozję murów
które wznieśliśmy każde z osobna?

stałem się samotnym kutrem,
bez wiatru w żaglach i portu


osiadam na mieliźnie










© Wihtkacy Zaborniak