sobota, 19 października 2013

niwa


pokryci chwastami w bruzdach czasu
zapomnieliśmy o miejscach 
gdzie drzemią
głęboko złożone talenty syna
na próżno  
garnie się ku niebu zrozpaczona  matka 
wypatruje na drodze  powrotu
gospodarza

który odpłaci podczas żniwa
według urodzaju

gnuśnym wypełni kieszenie
zapowiedź zapłaty wypali złote ściernisko
ogniem

by wiatr nie wmieszał plew
w ziarno spichrza
które zmielą młyny boże 
na mąkę tłustych lat

w dziesięcinie moich ust
doszukaj się białych pól 





© Wihtkacy Zaborniak



piątek, 9 sierpnia 2013

złupione lądy



próbuje powstać
na twój głos anielski
szuka we mnie skrawka
ocalałej ziemi
byś mógł posadzić drzewo
i zacząć wszystko od nowa

w sobie zaowocować
bez robaków
wyżerających niestrudzenie nagie ciało
z ogromu kwitnącego sadu
który przepadł
jak kamień rzucony w wodę
co spoczywa na dnie
bliższym mu niż niebo
po którym się ciągle mijamy

nie odchodź
jak wtedy


staliśmy się cudzoziemcami






© Wihtkacy Zaborniak



piątek, 28 czerwca 2013

w drodze powrotnej



obciążeni nadmiarem czerwieni
rozkładamy szeroko ramiona
karłowacieją owoce życia

w takiej postaci
nie sposób zaspokoić
wszystkich głodów w soki 
odżywcze wartości

dopóki nie posmakujesz 
nie wiesz że cierpkie rosną
kosztem innych czyniąc podniebienie
drętwym z każdym dniem coraz bardziej 
wątłym przekonaniem 

że choć nie znamy dnia 
ani godziny przyjdzie
przerzedzić dumne konary 
skarcić odstających 
od kopuły
aż po zmurszałe łęgi 





© Wihtkacy Zaborniak



czwartek, 6 czerwca 2013

bielmo

Krzysztofowi Schodowskiemu






nieporadne
te moje dni niczyje
szczenięce figle
psoty
niczym śmierć skarżą się na światło
w mroku próżno
szuka treści by nadać
przynależność bezpańskiej rasie

spluń w oczy
martwe bym nie musiał błądzić
po labiryncie własnych złudzeń
wetrzyj glinę

drogi
wzdłuż płotów strzegą psy harde
przepełnione obłudną wiarą
w usynowienie wieczności

coraz bliższy staje się sen
stół zastawiony
i okruchy spadające na ziemię





© Wihtkacy Zaborniak



czwartek, 2 maja 2013

do nieujarzmionej






nęcisz
jakbym odgrywał jakiekolwiek znaczenie
w podtrzymaniu ognia
podczas gdy płonę
wraz z tobą

pozostawiając jedynie proch ziemi
który wcześniej usilnie mieszaliśmy z wodą
licząc na udany przepis
poety

bez serca
nie pisz wiersza
ze zlepku słów
wyrwanych sobie z litości
by dokarmiać głodne szczenięta

nie przychodź znienacka
powalić na kolana
ściągnąć kaganiec
by ujadał
niewyparzony pysk

schowałem wszystkie smycze
krótkiego trzymania
wymykam się w malignę


zabraknie psa





© Wihtkacy Zaborniak


środa, 10 kwietnia 2013

Odpowiem w zmartwychwstaniu drzew



(…)a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie.
W. Szymborska



rodzę się
wraz ze mną młody las
upada powstaje
w odradzających się pniach
szukam sensu istnienia

religia polityka

martwe gałęzie na drzewie pokoleń
kwitną a jednak
pozbawione tajemnicy owocowania
prężę pierś zachłannie smakując życie
może jeszcze zdążę

pożar
ktoś się odważył bawić zapałkami
wzdłuż zwęglonej brzozy
zgliszcza pamięci
hołd

rodzić się na śmierć
jedyne co pozbawione sensu

zabawmy się przez chwilę
w chowanego
w życie





 © Wihtkacy Zaborniak




piątek, 5 kwietnia 2013

jezioro

               Jarosławowi Jabrzemskiemu



wyciągnij z kredensu kieliszki
rozleję ciszę 
przed burzą upijemy się 
spojrzeniem
bez zmrużenia powiek
znosić się będziemy            
w dniu ostatnim                                             

tak jak wtedy
kiedy jeszcze byłem 
ufnie przepełniony spokojem obojętności
jakiegokolwiek znaczenia

czym poeta mierny
czy łachmyta

wypijmy

w porywach wiatru nie sposób czytać 
z nietrzeźwych oczu można
jedynie tonąć

bez twarzy






© Wihtkacy Zaborniak



wiersz na drogę


spotkamy się  
po przebyciu naszych dni
bez wstydu
uniesiemy głowy
między górami 

w dolinie drzew oliwnych
z uśmiechem rozmarzenia 
na ustach rozbijemy
obóz   

czystej radości
nie znajdziesz w tłumie
pędzonym na rzeź

do studni
by ukoić pragnienie 
drogą i prawdą

życiem






© Wihtkacy Zaborniak




poniedziałek, 18 marca 2013

narkomania kochania







bez ciebie
wiersz o miłości
niewiele znaczy jest niczym
bądź pestką

brzoskwini
która wyda smak
w twoim wnętrzu

obumrze by żyć
w milionach odsłon
spragniona

przyjdź









© Wihtkacy Zaborniak

sobota, 2 marca 2013

makatka z białej flagi


tępię topór z nienawiści
by nie zranić drzewa
buduję most na drugą stronę

sadzę róże
w hełmach nagie kolce
chwycę bagnety za ostrza
nie wykrwawi się życie
nie zranisz stopy
o kamień

wiatr rozrzuci kule
seriami jak nasiona kiedy wypuszczą
pnącza porosną pomniki bohaterów
kolejnej wojny o pokój

niepotrzebny nóż
uczę dzieci kroić chleb
ręką zamiast łez podaję
do picia deszcz obmywa ziemię
z hańby

pod płotem zachodzi
rdzą
silnik bombowca
przekuję na boski pług
rozbije wały obronne

i nie patrz tak na mnie
strzelaj jeśli chcesz
w serce
uzbrojone po zęby
miłością






© Wihtkacy Zaborniak



dokąd pedzisz








w codziennej tęsknocie
zniewalające obrazy
przelewających się barw
z przewagą czerwieni

wieści za światów
otwierają nieme usta

pomimo tego
zdumione oczy wciąż
wpatrują się w chleb
którym nie sposób nasycić jutra

zamieniając wieczność na doczesność











© Wihtkacy Zaborniak



sobota, 2 lutego 2013

Słowa powszedniego daj nam dzisiaj



ziarno
rzucone w glebę
oddziel od plew

w ustach
nabierze znaczenia
chleb

nie pozwól by stał się kamieniem
z jednego pieca

i kilka ryb
ze słonego morza
zamiast węża

rozdziel

zębami miażdżę treść
bez pokrycia





© Wihtkacy Zaborniak



niedziela, 6 stycznia 2013

porzuciłem


urwane ucho
dzban niesie
nieużyteczny

łaknący nie ugaszą pragnienia
z miłosierdziem miną się po drodze
nienażarte brzuchy

zamknięte drzwi
otwarte pytania
w udręce głuchej
jak pień
tymczasowo
zameldują pobyt

jeszcze raz
makowe głowy zakręcą światem
we mgle





 © Wihtkacy Zaborniak



środa, 2 stycznia 2013

teraz śpij


zamieniam koszmary
w wypaloną trawę

spod żyznej ziemi
na wiosnę
powstaniesz

łąki obsypię sady 
jędrnym owocem

spragnione usta
przyłożysz do ust

ból 
zawiśnie na drzewie







© Wihtkacy Zaborniak

sobota, 8 grudnia 2012

źródło


każdego dnia bronię serce
przed nienawiścią i zazdrością
współczesnych Kainów
świat mnoży
życie
wymknęło się spod kontroli

rozzuchwalone w stadzie marionetki
tłuką bez zmiłowań

świat
z głową w chmurach
ma obsesję na punkcie przemocy
bezkarnie dokarmia upodobania

za rogiem sąsiadka
woła o ratunek






© Wihtkacy Zaborniak

poniedziałek, 3 grudnia 2012

na oślep na pal licho



zbiegam
w zupełnej ciemności
poręczą moja słabość
do ciebie kłamstwa wydają się
potwierdzać bezpieczne stąpanie

pod ciężarem słów próchnieją schody
ucieka grunt
spod nóg
rozległe obrażenia wypatrują światła





© Wihtkacy Zaborniak

niedziela, 2 grudnia 2012

bez pokrycia



zgliszcza pod osłoną nocy
takie jest nasze życie w południe
wieczorem

podzielone zdania
wyprawy na księżyc opróżnione
butelki nakręcają ziemię

stawiam z gruzów nowy komin
rękami które krwawią
a ty dziewczyno żądasz
kolorowej wstążki

zaczekajmy na posiłki
trzymając się za ręce w południe
wieczorem




© Wihtkacy Zaborniak

sobota, 3 listopada 2012

I nie wódź nas na pokuszenie



niepewni
wchodzimy w siebie o świcie
gotowi do siewu
ziarna pochowane w ziemi
bezmyślne słowa
bez korzeni nie wypełnią spichrzy






© Wihtkacy Zaborniak

piątek, 28 września 2012

moje piętno

Do biblioteczki:

NEW






Wstęp


przechodzę na drugą stronę

kiedy marzenia
przymierają głodem 
z letargu budzi się
nadzieja

Otóż to! Poezja Withacego, to upadanie i podnoszenie się, z kieszeniami pełnymi nadziei.
Autor nie mydli oczu, nie zwalnia z brania odpowiedzialności za nasze czyny, ale daje drugą szansę:

ukazał nam Bóg
w  jakim grzęźniemy błocie
zanurzeni po szyję 

Dalej jednak  rodzi się nowe:

po trzech dniach
wyjdę z grobu


na ponowne zmartwychwstanie

Mówiąc dobitnie, wie, że nie jest dobrze, ale z drugiej strony zapewnia, że przyjdzie lepszy czas. Wystarczy sił, by sprostać trudnościom.
Cokolwiek się dzieje, jednak wiara pozwala dryfować na powierzchni.

buduję arkę
uszczelniam wiarę
dryfuję na powierzchni

Jest w nas wieczność, więc zmarznięta ziemia nie powinna  smucić, wszak odrodzimy się, by żyć wiecznie.
A my, pomimo to, jesteśmy obłudni. Wskrzeszamy Boga, by go zabić. Co za śmiałe posunięcie! Już Nietzsche o tym pisał, że „Ostatni Chrześcijanin umarł na krzyżu”.
Idąc tym tropem, autor mówi, że dla każdego przychodzi czas zwątpienia. Ksiądz sprzedaje bajki, o wiecznej szczęśliwości, ale co z tego ?
Taka wiara nie wystarczy w doczesnym życiu. Zatem rodzi się pokusa, by oceniać, negować, krytykować. Szukać prawdy. Jak to zrobić?
Poeta  bezkarnie może sądzić i nie zostanie osądzony, bowiem, ukryty w wierszu jest cichy i anonimowy:

billboard

słowa
uchylają okiennice na świat
namacalny i ten utracony
obnażając pochodzenie
nie otwieram ust

niemowę
można uznać za mędrca

wychwalać wschody i zachody
sądząc nie być osądzonym

Withacy pięknie pisze o samotności:

egejskie popioły

nie mam nikogo
do kochania

jutro kupię
ptaka

zamknięty
nie odleci w morze
z łez
wyrzucę klucz

niech tonie
w pragnieniu 

Pokusiłabym się, o postawienie pewnej tezy.  Hmmm, podmiot kupi ptaka, zamknie go w klatce.  Radość sprawi mu jego ból, niezaspokojone pragnienie wolności. W psychologii  ma to swoje miejsce. Jeśli człowiek czuje chaos wewnątrz siebie, próbuje go metaforycznie uporządkować poprzez układanie książek, płyt, wyrzucanie śmieci itd. Jeśli człowiek czuje się zniewolony, obcina wróblom skrzydła, by nie mogły polecieć. Ten wiersz mnie pokonał! Pokonał, bo zastanawiam się, co musi czuć poeta, jakie rozterki, jakie sprzeczności, jak bardzo mu to ciąży, że uwięzi zwierze, by na zawsze z nim zostało. To przywilej poezji, możemy coś zniszczyć, by zmniejszyć swój ból, by go jakoś ukoić.

sztuka spadania

gdybym tak umiał miłować 
pewnie podbiłbym świat

podcięte skrzydła nie wzbiją wysoko
danych obietnic na przetrwanie

zbuduje sobie dom
na ziemi

To drugi tekst, który zakorzenia się w odbiorcy. Poeta zrezygnuje z lotu, czuje, że nie jest na tyle mocny, by miłować pomimo wyrządzanych mu krzywd, a jednak ustawicznie do tego celu dąży. Zbuduje sobie dom na ziemi, bo nie wierzy w dane obietnice. Nie wytrzyma w powietrzu zbyt długo, a powietrze to duszne było od marzeń, aspiracji. Może czasem warto na chwile zrezygnować z ambicji i postawić stopy na stabilnym gruncie?
Poezja Withacego, na pozór łatwa, niesie pewne pułapki interpretacyjne! O ile wydaje Ci się, że czytasz o Bogu, o tyle ten Bóg mieszka w Tobie i ma różne oblicza. Nie jest to tylko Bóg, którego znasz z biblii, to bóg, którego sam stwarzasz, by go zabić, a na jego miejsce powstanie nowy.  Poniekąd stoisz sobie z boku, stwarzasz alter ego, by sprawdzić, czy ten twór Ci w czymś pomoże, czy nie. Spełni Twoje marzenia, a może jeszcze bardziej zniewoli?
Wtedy zostaje coś tak pospolitego, jak miłość, nieważne, że to będzie miłość kupionego i uwięzionego ptaka, wszak to wystarczy….
Czytelniku wkraczasz w świat, który może Ci się nie spodobać, bo będziesz poznawał siebie.
Nikt nie będzie głaskał po głowie i to największa zaleta poezji Withacego.

Marzena Przekwas – Siemiątkowska


czytelnicy: czytelnicy *





Gdzie kupić:
Zamówienia i informacje na adres: withkacy@gmail.com
https://www.facebook.com/pages/Withkacy-Zaborniak/546414032079705




poniedziałek, 10 września 2012

kiedy pragnienie staje się płodne



ciągnie

na głębokie wody
ignoruje zagrożenia i sieć zarzuconą

wolność                     
złudnie przypomina
łąkę wodorostów
wzbudza iluzje                                                                   

ulegasz

pieniądze ułudą szczęścia
chytra przynęta
używki mamią ukojeniem
seks
myli z miłością

rybak nie głupi wciąga sieci
gładzi wąsa 






© Wihtkacy Zaborniak