czwartek, 5 marca 2015

bez rokowań



przeklinam cię
gwiazdo bez ustalonego toru
prowadząca okręty śmiałków
w samo serce
poszarpanej skały
oceanu

rozhukane bałwany
pędzą
przekleństwa osieroconych
rozbitków
ścigając się z nieujarzmionym
żywiołem obłędu   

ilu jeszcze 
zdołasz zatopić w nim
małej wiary - ojcze sierot
wciąż nienasycony jak szeol

wyrzucasz na brzeg wodorosty
i  muł obietnic

wyjałowiona studnio
wypadająca z orbity

przeklinam cię










© Wihtkacy Zaborniak



niedziela, 8 lutego 2015

o nowej ziemi


piszę do ciebie kolejny list
bez odpowiedzi

miłość

nie prowadzi za rękę
rozrachunku krzywdy
nie daje się rozdrażnić
oczekując jedynie

puchnie skrzynka  
skazana na obojętność
ewangelia
wciąż płonie na stosie

gniją nadzieje
w człowieka









© Wihtkacy Zaborniak



piątek, 2 stycznia 2015

kamienica








Nie wiem,  nie mam,  nie jestem, nie poznałem.
ten rok już nie ma sensu.


ten wiersz powinien być pierwszym napisanym
wierszem poety - żywymi słowami
stały się  zmęczone frazy już bez znaczenia
ciągle na granicy świadomości brak poręczy
w skrzypiących  kościach mniej towarzystwa mają
drewniane schody prowadzące do wyjścia 

ani bliżej ani dalej do śmierci
jest na wyciągnięcie ręki ciemność  korytarza
nie ułatwia drogi mrugająca stara lampa
znużona światłem jakby biła się w piersi

moja wina moja bardzo wielka wina
że poddaję się
myślom o rozważaniu  ciemności
zapadającej na ostry stan ogłupienia

a przecież wciąż kocham nasz zielony pokój 
i ciebie  rozbawioną życiem na poddaszu kamienicy
boję się nadchodzących mrozów i nagości ziemi

Boże
mój wiersz dogasa 
wszyscy tak łatwo gaśniemy










© Wihtkacy Zaborniak



poniedziałek, 1 grudnia 2014

ostatni list






przecież wiesz, że miłości  
tej prostej, która żyje nadzieją 
nie zadowoli ucieczka 
w ogłupienie. czasem marzenia 
o odbudowie domu są fikcją.

czemu służyła mantra,
skoro tylko jedno z nas wierzyło 
w przepowiednie? oddałbym wszystko 
w zamian za amnezję. nieproszona pamięć, 
jest niczym twoje odejście.

w pokojach głucho, umarły wszystkie widoki 
na jutro. każdy kąt zapowiada zmowę z tobą 
skazuje mnie 
na banicję. co mogę powiedzieć, 
żeby nie było 

absurdem? obwiniać erozję murów
które wznieśliśmy każde z osobna?

stałem się samotnym kutrem,
bez wiatru w żaglach i portu


osiadam na mieliźnie










© Wihtkacy Zaborniak



poniedziałek, 27 października 2014

ziemia


odwieczne pole walki
wciąż krwawi
słońce w złotych lasach
zadłuża się w kalendarze wieczności
spisują ulotne epoki
słabych i znużonych pokoleń
zmuszonych do dymisji
niepotrzebnych nikomu doświadczeń

byt nasz podniebny
i ja
banita boski








© Wihtkacy Zaborniak



czwartek, 18 września 2014

uwierz




tęsknię Hiobie
długo milczałem i nie mam nic
na usprawiedliwienie

cóż nam ze współczucia
nagich słów przyniesionych z myślą 
pocieszenia bez wmieszania się
w gorycz duszy

nie ukoi krzyku rozżalenia 
rozlewających wód ani paplanina nie powstrzyma
jedna tama

bliższa ciału w wytrwałości  skorupa gliny
niż pył drogi który odkupiciel strzepie z sandałów
bez wzruszenia ramionami

nie przysięgaj na moją prawość









© Wihtkacy Zaborniak



wtorek, 29 lipca 2014

oczekiwanie


najdroższa córko
nie tobie było schodzić w podziemia
wypełniać oczy nienasycone
czernią
dokładając do rozjuszonego gniewu
którym ujada wściekły ceber

nie tobie wpatrywać się w mętne noce
ograbione z iskry nadziei

sny
nie rozpalą na nowo
płomiennej miłości
opłakiwanej
w suchych oczodołach skargi

odsuń kamień przeszkody
i poskładaj brakujące szczątki
między nami
zanim wyszeptam stęskniony

talita kumi





© Wihtkacy Zaborniak



środa, 11 czerwca 2014

słowa żywiczne


żyły nacięte wylewają soki
nie karmią ciała pnia
mlekiem
zrozpaczonej mądrości

nie ukoi przekleństwo
drzewa poznania

rozkosze
źródeł obfitujących w wodę

wciąż wołają
w bólach porodowych
o rozwiązanie ust
owoc wyborny











czwartek, 5 czerwca 2014

jutrzenko



czyżbym przepadł dla ciebie
i pór orzeźwienia
dla tych którzy szukają
miejsca odpoczynku

stają się mi wciąż bliższe
smutne księżyce pochylone
coraz mocniej nad losem
nieczułym
uderz w jądro
tak jak się rozłupuje skałę
młotem kowalskim
aż serce pęknie z żalu
skruszone

wykuj na wojnę
z ciemnością


odnajdziesz mnie w długim cieniu








© Wihtkacy Zaborniak




środa, 2 kwietnia 2014

nie jest to wiersz



który pisałeś Panie w zamyśleniu
wodząc palcem po ziemi
o miłości i współczuciu

nie jest to wiersz natchniony
duchem
w którym się pobłaża i zapomina o winie
zniewolonych grzechem

nie jest 
wymierzony w nadstawiany policzek
nierządnicy

to wiersz współczesny
o kamieniu wycelowanym
nieuchronnie w nas wszystkich
na świadectwo wołających 
o pomstę

gdzieś kamienują
sprawiedliwość

krwawi czoło








© Wihtkacy Zaborniak

czwartek, 27 lutego 2014

dialogi w chiaroscuro









© Wihtkacy Zaborniak

sobota, 1 lutego 2014

keraméus



wyrwij ze mnie bezkształtną bryłę

z gliną zmieszaj garść piachu bez trawy i kamieni
rzeki
nad którą wydarzyło się wszystko
byś nie zranił stopy udeptując
do konsystencji
na swój obraz i podobieństwo
stało się zamysłem dnia szóstego

i przeobraziło się
w dno

naczynia
dla celów użytecznych domu
w którym nie mówi się przekornie
co czynisz

wycieńczonej glinie
nadaj wodą hardość
zanim zastygnę w skorupę bezwładną
na kamiennej tarczy koła

niech ulegnie
mistrzowskim palcom
kształt coraz bardziej widoczny
choć jeszcze nietrwały

w próbie ognia
wypal ze mnie ostatnią kroplę







© Wihtkacy Zaborniak


sobota, 4 stycznia 2014

getsemani


wraz z nadejściem zmroku
przechodzę na drugą stronę
doliny kidron
gdzie zdają się odradzać nieustannie
z tych samych korzeni nowe pędy
drzew oliwnych
z którymi staliśmy się świadkami kręgu 
światła lamp płonących pocałunków
zdrajcy

nie mogłem znieść
i gdybym pojął kielich
zaprzestałbym walki z krwią ciała
wypełnił po brzeg dni zmarnowane
odczuwając boleśnie ciężar 
złożonych obietnic

zawieszam obok ciebie
niespokojne noce wyczekując dnia
w którym nie zmorzy nas sen
oprócz syna zagłady





© Wihtkacy Zaborniak




środa, 25 grudnia 2013

tradycyjnie


kolejny raz
wskrzeszamy boga

szopkę podziwiamy
szkoda że nie własną

leży bezradny
awaryjne wyjście

grzechów
kadzidło berło i mirrę
składamy bezmyślnie

by ponownie
zabić






© Wihtkacy Zaborniak




niedziela, 1 grudnia 2013

psalm jonaszowy




coraz częściej
wypala się prognoza na życie

uchodzi
w kręgach dymu wielkich kominów
światła latarń oczy nie trawią już
horyzontu
na pełnym morzu przystani
w którą jeszcze nie uwierzyliśmy
do końca
tam witać nas będą matki
machając chustkami
na sny
rzucamy za burtę
zbędny balast samych siebie
w samo serce szeolu
na przechowanie wielkiej rybie
z głębi brzucha  usłysz
modlitwę tonących

Ojcze
coraz trudniej nam
złapać w płuca oddech
wypełnić żagle iskrę
życia rozniecić

to już trzeci dzień
i noc zdaje się nie przemijać
wypluj nas 
na niestrawione przez ogień lądy




© Wihtkacy Zaborniak



sobota, 9 listopada 2013

cudzoziemiec

Pedro Luis Raota



nie tęsknię do miejsc na ziemi
tymczasowych zameldowań
zachodów i wschodów słońca                   
w odcieniach karminu podobnemu krwi
którą przesiąkł ogród pełen dziecięcych pląsów 
przedwcześnie milknących śpiewów 
robaczywej radości nie ścierpię
obietnic pokoleń mój wyzwolicielu

bądź nasycony drogą







© Wihtkacy Zaborniak



sobota, 19 października 2013

niwa


pokryci chwastami w bruzdach czasu
zapomnieliśmy o miejscach 
gdzie drzemią
głęboko złożone talenty syna
na próżno  
garnie się ku niebu zrozpaczona  matka 
wypatruje na drodze  powrotu
gospodarza

który odpłaci podczas żniwa
według urodzaju

gnuśnym wypełni kieszenie
zapowiedź zapłaty wypali złote ściernisko
ogniem

by wiatr nie wmieszał plew
w ziarno spichrza
które zmielą młyny boże 
na mąkę tłustych lat

w dziesięcinie moich ust
doszukaj się białych pól 





© Wihtkacy Zaborniak



piątek, 9 sierpnia 2013

złupione lądy



próbuje powstać
na twój głos anielski
szuka we mnie skrawka
ocalałej ziemi
byś mógł posadzić drzewo
i zacząć wszystko od nowa

w sobie zaowocować
bez robaków
wyżerających niestrudzenie nagie ciało
z ogromu kwitnącego sadu
który przepadł
jak kamień rzucony w wodę
co spoczywa na dnie
bliższym mu niż niebo
po którym się ciągle mijamy

nie odchodź
jak wtedy


staliśmy się cudzoziemcami






© Wihtkacy Zaborniak



piątek, 28 czerwca 2013

w drodze powrotnej



obciążeni nadmiarem czerwieni
rozkładamy szeroko ramiona
karłowacieją owoce życia

w takiej postaci
nie sposób zaspokoić
wszystkich głodów w soki 
odżywcze wartości

dopóki nie posmakujesz 
nie wiesz że cierpkie rosną
kosztem innych czyniąc podniebienie
drętwym z każdym dniem coraz bardziej 
wątłym przekonaniem 

że choć nie znamy dnia 
ani godziny przyjdzie
przerzedzić dumne konary 
skarcić odstających 
od kopuły
aż po zmurszałe łęgi 





© Wihtkacy Zaborniak