W tych dniach zapalamy znicze, przynosimy kwiaty, odwiedzamy groby i wspominamy tych, których już z nami nie ma. To piękny, ludzki odruch. Ale czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, ile z tego, co robimy w imię wiary, rzeczywiście wynika z nauki Bożej? A może przywykliśmy do tradycji tak bardzo, że przestaliśmy dostrzegać coś znacznie ważniejszego – nadzieję, którą pozostawił nam Chrystus?
Pamięć, która nie kończy się na wspomnieniu
Chcemy zatrzymać choć na chwilę pamięć o tych, których kochaliśmy, a których obecności tak bardzo nam dziś brakuje. Wracamy myślami do ich głosu, spojrzenia, gestów, wspólnych chwil. Czasem wystarczy drobiazg, znajome miejsce albo melodia, by znów poczuć, jak wiele dla nas znaczyli. I nie ma w tym niczego dziwnego. Miłość nie znika przecież wraz ze śmiercią bliskiego człowieka. Pozostaje w nas, w tym, czego nas nauczył, w wartościach, które nam przekazał, w śladzie, jaki zostawił w naszym życiu.
Ale czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, czy możemy zrobić coś więcej, niż tylko wspominać? Czy prawdziwa pamięć o tych, których tak bardzo nam brakuje, nie może wyrażać się również w tym, że nie pozwalamy umrzeć temu, co w nas zaszczepili? Że żyjemy w sposób, który szanuje ich miłość, dobro i wszystko, co po sobie pozostawili? A może najgłębszym wyrazem tej miłości jest także wiara w obietnicę, która wykracza poza ludzką pamięć — w obietnicę Boga, że śmierć nie musi być ostatnim rozdziałem ludzkiego życia?
Bo jeśli naprawdę wierzymy, że Bóg pamięta o tych, których my opłakujemy, i że obiecał przywrócić im życie, wówczas nasza pamięć może zyskać zupełnie inny wymiar. Nie musi ograniczać się do jednego dnia w roku, do znicza, kwiatu czy modlitwy wypowiadanej nad grobem. Może być żywą nadzieją, która pomaga przetrwać tęsknotę i pozwala patrzeć na przyszłość nie tylko przez pryzmat straty, ale również Bożej obietnicy.
Tradycja, która stała się ważniejsza od pytania o prawdę
Tradycja sama w sobie nie musi być czymś złym. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje pytać o jej źródło i znaczenie, a samo powtarzanie zwyczaju uznaje za wystarczający dowód jego słuszności. Czy jednak coś staje się prawdą tylko dlatego, że jest praktykowane od pokoleń?
Jezus zwracał uwagę na ten problem. W Ewangelii Marka 7:7–13 wyraźnie wskazywał, że ludzkie tradycje mogą prowadzić do uchylania przykazań Bożych. Nie chodziło mu o odrzucenie wszystkiego, co przekazywano z pokolenia na pokolenie, lecz o rozpoznanie granicy między tym, co pochodzi od Boga, a tym, co zostało ustanowione przez ludzi.
Warto w tym kontekście przyjrzeć się również obchodom Zaduszek. Dzień Zaduszny, przypadający 2 listopada, jest związany z tradycją modlitwy za zmarłych. Jego upowszechnienie w Kościele zachodnim wiąże się z działalnością Odylona, opata z Cluny, na przełomie X i XI wieku. Z czasem obchód ten zakorzenił się w kulturze wielu narodów i stał się ważnym elementem pamięci o tych, którzy odeszli.
Nie można jednak pominąć faktu, że w kulturze ludowej obok chrześcijańskich praktyk zachowały się znacznie starsze wyobrażenia dotyczące dusz zmarłych. Warto w tym miejscu przyjrzeć się bliżej dawnym słowiańskim obrzędom Dziadów. Nie były one jedynie uroczystością poświęconą pamięci przodków. Wierzono, że dusze zmarłych mogą powracać do świata żywych, odwiedzać swoje dawne domy, a nawet potrzebować pożywienia i gościny. Przygotowywano więc dla nich jedzenie, pozostawiano je na stołach lub grobach, rozpalano ogniska, które miały wskazywać im drogę. Wierzono również, że odpowiednie zachowanie żywych może zapewnić przychylność zmarłych i uchronić przed ich gniewem.
Istotną rolę odgrywał Guślarz, który podczas obrzędu miał pośredniczyć między światem żywych i umarłych, przywoływać dusze oraz pomagać im w uzyskaniu tego, czego według ówczesnych wierzeń potrzebowały. Nie był to zatem wyłącznie zwyczaj wspominania tych, którzy odeszli. Był to obrzęd oparty na przekonaniu o możliwości kontaktowania się ze zmarłymi i oddziaływania na ich los.
Niektóre dawne zwyczaje ludowe przetrwały w zmienionej postaci również w późniejszych wiekach. W opracowaniach etnograficznych wskazuje się między innymi na związki dawnych ognisk rozpalanych na grobach i rozstajach dróg z późniejszym zwyczajem zapalania zniczy. Nie oznacza to jednak, że każdy współczesny znicz jest świadomym powtórzeniem pogańskiego obrzędu. Pokazuje natomiast, jak długo niektóre wyobrażenia mogą pozostawać obecne w kulturze, nawet gdy ich pierwotne znaczenie zostaje zapomniane.
Halloween nie jest zwykłą, neutralną zabawą pozbawioną znaczeń. Jego nazwa wywodzi się z chrześcijańskiego określenia All Hallows’ Eve, czyli wigilii Wszystkich Świętych, obchodzonej 31 października. Współczesne Halloween przypada więc dokładnie w przeddzień 1 listopada, a jego historia splata się z dawnymi zwyczajami i wyobrażeniami związanymi z okresem przejścia między jesienią a zimą. Wśród nich szczególne miejsce zajmowały opowieści o duchach, powracających zmarłych i możliwości przenikania się świata żywych ze światem niewidzialnym. Związki Halloween z celtyckim świętem Samhain są przedmiotem badań historyków, choć nie wszystkie popularne twierdzenia o bezpośrednim pochodzeniu dzisiejszych zwyczajów zostały potwierdzone. Nie zmienia to jednak faktu, że współczesne obchody często wykorzystują symbole duchów, demonów, czarów, upiorów i kontaktu ze światem zmarłych.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie znacznie ważniejsze niż sama historia tego zwyczaju: czy takie treści są zgodne z tym, czego nauczał Jezus i czego oczekuje od człowieka Bóg? Biblia nie przedstawia kontaktowania się ze zmarłymi, przywoływania duchów ani szukania wiedzy w świecie niewidzialnych istot jako niewinnej rozrywki. Przeciwnie, w Powtórzonego Prawa 18:10–12 takie praktyki zostały jednoznacznie potępione. Z kolei 1 Koryntian 10:20–21 ostrzega przed udziałem w tym, co wiąże człowieka z demonami. Nie jest to więc jedynie kwestia odmiennego gustu, kulturowej mody czy niewinnego przebrania. Z punktu widzenia zasad biblijnych nie można lekceważyć symboliki i przesłania, które stoją za określonymi praktykami.
Trudno nie dostrzec sprzeczności, gdy w tym samym okresie, w którym chrześcijanie deklarują pamięć o zmarłych, szacunek dla ich życia i wiarę w Bożą nadzieję, część z nich uczestniczy w zabawach odwołujących się do świata duchów, strachu, demonów i makabrycznych wyobrażeń śmierci. Nie chodzi o to, by osądzać każdego człowieka, który założył kostium lub pozwolił dziecku uczestniczyć w zabawie. Wielu ludzi nie zna historycznych ani religijnych znaczeń tych zwyczajów i nie zamierza świadomie popierać tego, co Biblia potępia. Ale czy niewiedza powinna zwalniać nas z obowiązku zastanowienia się nad tym, w czym uczestniczymy i jakie treści przekazujemy kolejnym pokoleniom?
Szczególnie niepokojące jest to, że dzieciom przedstawia się czasem symbole demonów, czarów i pozornego kontaktu ze zmarłymi jako coś zabawnego, atrakcyjnego i zupełnie nieszkodliwego. Czy naprawdę tego chcemy je uczyć? Czy nie powinniśmy raczej pomagać im odróżniać to, co Bóg nazywa dobrem, od tego, przed czym wyraźnie przestrzega? Nie można jednocześnie powoływać się na naukę Chrystusa i bezrefleksyjnie oswajać praktyk, które stoją z nią w sprzeczności. Tym bardziej że prawdziwa nadzieja dla tych, których utraciliśmy, nie wyrasta z opowieści o powracających duchach ani z prób nawiązywania z nimi kontaktu. Wyrasta z obietnicy zmartwychwstania.
Warto więc zadać sobie pytanie, czy łączenie pamięci o najdroższych z symboliką Halloween nie prowadzi nas w zupełnie przeciwnym kierunku niż ten, który wskazał Jezus. Czy nie zastępujemy nadziei na przyszłe życie wyobrażeniami, które odwracają uwagę od Bożej obietnicy? I czy nie jest to szczególnie bolesna sprzeczność: mówić o miłości do zmarłych, a jednocześnie przyjmować zwyczaje, których przesłanie pozostaje w konflikcie z biblijnym nauczaniem o śmierci, zmartwychwstaniu i sprzeciwie Boga wobec praktyk spirytystycznych?
Nie chodzi więc o to, by bezrefleksyjnie przypisywać każdemu zwyczajowi pogańskie pochodzenie. Nie chodzi również o potępianie ludzi, którzy zapalają znicze, odwiedzają groby czy uczestniczą w uroczystościach religijnych. Chodzi o coś znacznie ważniejszego: o odwagę zadawania pytań. Czy nasze przekonania rzeczywiście wynikają z Biblii? Czy może niektóre z nich przyjęliśmy dlatego, że przekazano nam je w rodzinie, a później uznaliśmy za oczywistą część wiary?
Co właściwie dzieje się z człowiekiem, kiedy umiera?
To pytanie ma fundamentalne znaczenie. Jeśli chcemy zrozumieć, na czym polega nadzieja, którą pozostawił nam Jezus, musimy najpierw przyjrzeć się temu, co Biblia mówi o śmierci.
W Księdze Koheleta 9:5 czytamy, że „umarli nie są świadomi niczego”. Werset 10 dodaje, że w Szeolu, miejscu przebywania umarłych, nie ma działania, planowania, wiedzy ani mądrości. Podobną myśl znajdujemy w Psalmie 146:4, gdzie czytamy, że po śmierci człowieka giną jego myśli.
Warto zestawić te słowa z wyobrażeniem, że zmarli nadal obserwują nasze życie, słyszą nasze rozmowy i uczestniczą w codziennych wydarzeniach. Czy takie przekonanie rzeczywiście wynika z przytoczonych fragmentów? A może jest raczej częścią wyobrażeń, które narastały przez wieki?
Szczególnie wymowna jest relacja z Ewangelii Jana 11. Kiedy Łazarz umarł, Jezus powiedział uczniom: „Nasz przyjaciel Łazarz zasnął”. Gdy uczniowie nie zrozumieli tych słów, wyjaśnił im wprost, że Łazarz umarł. To porównanie nie było przypadkowe. Śmierć została przedstawiona jako sen, z którego człowiek może zostać obudzony.
Jezus nie próbował pocieszać Marty i Marii opowieścią o tym, że ich brat nadal żyje jako duch. Pokazał im coś znacznie większego: że ma moc przywrócić mu życie.
Jezus nie pozostawił nas bez nadziei. Dał nam obietnicę zmartwychwstania
Kiedy Jezus spotkał Martę, wypowiedział słowa, które do dziś stanowią fundament chrześcijańskiej nadziei: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem” (Jana 11:25).
Nie była to jedynie metafora ani poetycki sposób mówienia o pamięci. Jezus zapowiadał rzeczywiste przywrócenie życia. W Jana 5:28–29 mówił o godzinie, gdy ci, którzy znajdują się w grobowcach, usłyszą jego głos i wyjdą. Podobną nadzieję wyraził apostoł Paweł w Dziejach Apostolskich 24:15, mówiąc o zmartwychwstaniu zarówno prawych, jak i nieprawych.
Ta obietnica zmienia perspektywę, z jakiej patrzymy na śmierć. Nie chodzi już tylko o to, że ktoś pozostaje w naszej pamięci. Chodzi o możliwość ponownego spotkania, o życie przywrócone mocą Boga.
Najważniejszym potwierdzeniem tej nadziei jest zmartwychwstanie samego Jezusa Chrystusa. Apostoł Paweł w 1 Koryntian 15:3–8 przypomina o świadectwach tych, którzy widzieli zmartwychwstałego Chrystusa. W Dziejach Apostolskich 2:24 czytamy, że Bóg go wskrzesił, uwalniając od więzów śmierci.
Jeśli więc wierzymy w naukę Jezusa, powinniśmy poważnie potraktować również jego obietnicę dotyczącą przyszłości umarłych. Nie jest ona dodatkiem do chrześcijańskiej wiary. Stanowi jeden z jej najważniejszych elementów.
Dziewięć biblijnych świadectw przywrócenia życia
Biblia opisuje konkretne przypadki przywrócenia życia osobom, które umarły. Nie są to jedynie ogólne zapowiedzi, lecz relacje o wydarzeniach, które pokazują, że śmierć nie stanowi dla Boga nieprzekraczalnej granicy.
W Starym Testamencie czytamy o synu wdowy z Sarepty, którego wskrzesił prorok Eliasz (1 Królów 17:17–24). Następnie poznajemy historię syna Szunamitki, przywróconego do życia za pośrednictwem proroka Elizeusza (2 Królów 4:18–37). W 2 Królów 13:20–21 opisano jeszcze jedno niezwykłe wydarzenie: zmarły człowiek odzyskał życie po zetknięciu z kośćmi Elizeusza.
W Nowym Testamencie znajdujemy kolejne świadectwa. Jezus wskrzesił córkę Jaira (Marka 5:21–43), syna wdowy z Nain (Łukasza 7:11–17) oraz Łazarza (Jana 11:1–44). Po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa apostoł Piotr przywrócił życie Tabicie, znanej również jako Dorkas (Dzieje Apostolskie 9:36–42). Apostoł Paweł wskrzesił Eutycha, który wypadł z okna podczas spotkania wierzących (Dzieje Apostolskie 20:7–12).
Dziewiątym i najważniejszym świadectwem jest zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa (Dzieje Apostolskie 2:24; 1 Koryntian 15:3–8).
Te wydarzenia pokazują, że przywrócenie życia nie jest dla Boga niemożliwe. Co więcej, osoby wskrzeszone nie powróciły jako duchy, by przekazywać wiadomości z innego świata. Powróciły do życia. To ważna różnica, jeśli chcemy zrozumieć biblijną naukę o zmartwychwstaniu.
Nadzieja większa niż znicz i bardziej trwała niż wspomnienie
Znicz może być symbolem pamięci. Kwiaty mogą wyrażać miłość i szacunek. Odwiedzanie grobów może być ważnym gestem dla rodziny i bliskich. Nie ma potrzeby odbierać tym gestom ich ludzkiego znaczenia. Warto jednak pamiętać, że żaden z nich nie może zastąpić tego, co w Biblii przedstawiono jako Bożą obietnicę.
Czy nie jest paradoksem, że tak wiele uwagi poświęcamy zwyczajom związanym ze śmiercią, a jednocześnie tak mało zastanawiamy się nad tym, co Jezus mówił o zmartwychwstaniu? Czy nie powinniśmy bardziej interesować się obietnicą przywrócenia życia niż wyobrażeniami, które przez wieki narastały wokół losu zmarłych?
Prawdziwa nadzieja nie polega na przekonaniu, że nasi bliscy wciąż obserwują każdy nasz krok. Polega na zaufaniu, że Bóg o nich pamięta. A skoro pamięta, może przywrócić im życie. Nie ma w tym pustej pociechy. Jest obietnica, którą Jezus wielokrotnie potwierdzał swoimi słowami i czynami.
Najłatwiej potępiać cudze zwyczaje. Trudniej zbadać własne
Rozmowa o tradycji i wierze łatwo może przerodzić się w osądzanie innych. Możemy wskazywać na cudze zwyczaje, wytykać błędy i przekonywać, że to właśnie inni powinni coś zmienić. Tymczasem Jezus zachęcał do czegoś znacznie trudniejszego: do uczciwego przyjrzenia się samemu sobie.
Nie chodzi o to, by wyśmiewać czyjeś przywiązanie do rodzinnych obrzędów, podważać szczerość modlitwy albo lekceważyć ból ludzi, którzy stracili bliskich. Żałoba jest osobistym doświadczeniem i zasługuje na szacunek. Ale szacunek dla człowieka nie oznacza, że musimy bezkrytycznie przyjmować każde przekonanie lub zwyczaj.
Warto zatem postawić sobie kilka pytań. Czy to, w co wierzę, rzeczywiście znajduje potwierdzenie w Biblii? Czy znam naukę Jezusa, czy raczej znam głównie zwyczaje, wśród których dorastałem? Czy potrafię odróżnić Boże przykazanie od ludzkiego wyobrażenia, nawet jeśli to drugie jest pięknie oprawione i przekazywane od pokoleń?
Takie pytania nie muszą prowadzić do konfliktu. Mogą być początkiem czegoś znacznie cenniejszego — osobistego poszukiwania prawdy. Bo wiara, która nie dopuszcza pytań, łatwo staje się przyzwyczajeniem. A przecież Jezus nie zachęcał ludzi do bezmyślnego powtarzania tego, co zastali. Zachęcał do poznawania prawdy.
Może warto poszukać czegoś więcej niż tradycji
Nie musimy rezygnować z pamięci o bliskich, by poważnie potraktować naukę Biblii. Nie musimy zapominać o tych, których kochaliśmy, by zrozumieć, że śmierć nie jest stanem, z którego człowiek może sam powrócić. Nie musimy również odrzucać całego dziedzictwa kulturowego, by odróżnić zwyczaj od nauki Bożej.
Możemy natomiast zrobić coś, co wymaga większej odwagi niż podążanie za tym, co znane: samodzielnie sprawdzić, czego rzeczywiście nauczał Jezus. Zajrzeć do Ewangelii, przeczytać jego słowa w kontekście i zastanowić się, dlaczego tak często mówił o zmartwychwstaniu. Nie po to, by potwierdzić z góry przyjęte przekonania, ale by pozwolić, żeby sama treść Biblii dała nam odpowiedź.
Może właśnie w tym tkwi najważniejsza różnica między samym kultywowaniem tradycji a świadomą wiarą. Tradycja może przypominać nam o przeszłości, ale tylko prawda może pomóc nam zrozumieć, na czym opiera się nadzieja na przyszłość.
Nie pozwólmy więc, aby tradycja, choćby najpiękniej oprawiona, przesłoniła nam obietnicę, która może zmienić sposób, w jaki patrzymy na życie i śmierć. Bo poznanie tego, czego naprawdę nauczał Jezus, może dać nam coś znacznie cenniejszego niż pocieszenie na jeden listopadowy dzień. Może przybliżyć nas do nadziei, że ci, których tak bardzo kochaliśmy, których głosy wciąż pamiętamy, których obecności tak boleśnie nam brakuje, nie muszą pozostać jedynie wspomnieniem. Że Bóg o nich nie zapomniał. I że może nadejść dzień, w którym nie będziemy już przynosić kwiatów na ich groby, lecz znów spojrzymy im w oczy, usłyszymy ich głosy i będziemy mogli powiedzieć im wszystko, na co zabrakło czasu. Czy nie warto poznać tej obietnicy naprawdę? Czy nie jest to najpiękniejszy sposób, by ocalić nie tylko pamięć o tych, których kochaliśmy, ale także nadzieję na ponowne spotkanie z nimi?
Withkacy Zaborniak